czwartek, 22 czerwca 2017

[018] Nowe rozdziały

Chambermaid

Rozdział 5

Poszłam wziąć się za to, co do mnie należało, czyli zmycie rozlanego alkoholu z parkietu i zebranie potłuczonych kieliszków. Sama butelka nawet nie pękła, gdyż była wykonana z bardzo grubego szkła.
Podczas sprzątania, kątem oka obserwowałam gości Tuckersona. Wśród nich był nie kto inny jak pan od błękitnego garnituru — niejaki Josh Porter. Tym razem ubrany w strój koloru jasnobeżowego oraz bordowy krawat. Zastanawiałam się, czy w swojej garderobie ma garnitur w każdym możliwym kolorze?
Poza nim i Lewisem, w sali było jeszcze pięciu mężczyzn. Dwaj z nich wyglądali jak typowi biznesmeni — koszule, marynarki, teczki. Nic specjalnego. Moją większą uwagę zwróciła pozostała trójka, która zdecydowanie wyróżniała się w tłumie. Mówiąc szczerze, nie chciałabym ich spotkać idąc kiedyś ciemną alejką.

Autor: Lux

_________________________________________________________________________________

Smocza opowieść

7. Jonathan Smart

— Dementorzy? — szepnęła, jakby się bała, że te przerażające istoty czają się gdzieś w kątach pokoju, gotowe do ataku.
Chłopak pokiwał głową.
— Tonks mówi, że muszą być niedaleko — powiedział. — Ale Nora znowu jest chroniona mocnymi zaklęciami… no i Aurorzy bez przerwy się tu kręcą — dodał po namyśle, spoglądając przez trochę zakurzone okno. [...] — Zastanawiałeś się nad Malfoyem? — spytała z duszą na ramieniu. [...] — Bo ja tak — rzekła pośpiesznie, odkładając filiżankę na tacę. — Ta sprawa z nim nie daje mi spokoju, przecież mnie uratował, prawda? A za kilka dni jest ślub Billa i Fleur, i nikt, ale to absolutnie nikt spoza Zakonu Feniksa nie może się dowiedzieć, że Malfoy tutaj jest.

Autor: Martwiała

_________________________________________________________________________________

Wybacz Mi Ojcze, bo zgrzeszyłem

 6. Obyś żył w ciekawych czasach

- Twoje jednak zostaną - przerwał jej - bo oboje siedzimy w tym samym, oboje siedzimy w domu szatana. Jesteśmy tacy sami. Ciebie jednak różni wybór, bo jesteś tu z wyboru.
Rozmowy nie pozwolili im dokończyć. Dwoje strażników w czarnych strojach z bronią przyczepioną do pasków spodni. Za pomocą kluczy odpięli kajdany z nóg i dłoni. Podnieśli agenta za ramiona, szedł za nimi, nie buntował się.
- Pewnego dnia skończysz jak każdy, a ja będę prosić diabła o łaskę dla Ciebie bo u Boga nie masz nią co liczyć. -powiedział kiedy przechodził obok kobiety.

Autor: ourspaceship

_________________________________________________________________________________

1 komentarz:

  1. Bardzo dziękuję za zamieszczenie reklamy nowego rozdziału mojego bloga!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Martwiała

    [smocza-opowiesc.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń